Macie kotkę, Pusię, która zachorowała na raka wątroby. Musicie wyjechać w ważnej sprawie. Na porzegnanie mówicie do kota:
-Zaczekaj jeszcze na mnie
Wracacie i okazuje się, że ulubieeeniec dotrzymuje obietnicy. Wchodzicie do mieszkania, witacie się z kotem, a on... umiera wam na rękach.
Co wy na to?
PS. Opisana wyżej sytuacja zdażyła się naprawdę. Jak miałam 6 lat, Kochającą rodzinę i wsaniałego kocurka Burusia. Rodzice musieli wyjechać, zostawiając mnie u babci i kota pod opieką sąsiadki. przed wyjazdem powiedziałam Burusiowi:
"Nic się nie martw, wszysko będzie dobrze, za pare dni się zobaczymy."
Faktycznie, zobaczyliśmy się, ale na zrobienie czegokolwiek było już za późno



